Straszak klimatyczny

Straszak klimatyczny

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Tak samo prawdziwy jak globalne ocieplenie jest scenariusz nowej epoki lodowcowej - wpływ człowieka na te zmiany jest jednak minimalny
Jeszcze niedawno naukowcy przewidywali, że do końca stulecia na skutek globalnego ocieplenia znikną nie tylko śniegi Kilimandżaro w Afryce, ale stopi się też większość letniej pokrywy Arktyki. Z najnowszych badań wynika tymczasem, że jedynie lodowiec grenlandzki będzie się kurczył. Lodowiec antarktyczny wręcz przeciwnie - wraz ze wzrostem temperatury będzie się rozszerzał!
Lodowce nie zawsze zachowują się logicznie - tłumaczą geolodzy z USA, Francji, Finlandii, Niemiec i Polski, którzy badali głazy narzutowe z plejstocenu. Wydaje się, że nielogicznie zachowują się raczej naukowcy, którzy uważają, że wszystkiemu winny jest efekt cieplarniany. Przed 7 tys. lat lodowce w Alpach ustępowały szybciej niż dzisiaj. Czapy polarne topniały też w latach 1920-1940 na skutek naturalnych zmian klimatu, a nie nadmiernego nagromadzenia w atmosferze gazów cieplarnianych. Efekt cieplarniany lepiej się jednak sprzedaje, szczególnie w wydaniu organizacji ekologicznych, chętnie przemilczających badania, które temu przeczą.
Jednym z najczęściej przytaczanych dowodów na istnienie efektu cieplarnianego spowodowanego działalnością człowieka są badania klimatologa Michaela Manna. Uczony przekonywał, że największy wzrost średniej temperatury od czasów średniowiecza przypada na ostatnie 200 lat, gdy zaczął się rozwijać przemysł i zaczęto masowo używać paliw kopalnych. Te badania, podobnie jak wiele innych w klimatologii, mają jedną wadę - są niedokładne. Niemiec Hans von Storch przed dwoma laty wykazał na łamach "Science", że upalnie i sucho było już wielokrotnie w dziejach Europy. Przed 900 laty było równie ciepło jak dziś. Z kolei w okresie tzw. małej epoki lodowcowej w latach 1400-1850 było zimniej, niż wskazują badania Manna. Zmiany temperatury nie idą zatem w parze ze zmianami stężenia dwutlenku węgla w atmosferze.

Koniec lodowców
Organizacja ekologiczna WWF przewiduje w "Mapie świata 2050", że wkrótce tylko połowa ośrodków sportowych w Alpach będzie mogła liczyć na śnieg w całym sezonie zimowym. Wzrost poziomu oceanów doprowadzi w Polsce do zatopienia Żuław Wiślanych i Półwyspu Helskiego. Zagrożone będą Szczecin i Gdańsk, gdzie fale Bałtyku mogą zniszczyć starówkę i fontannę Neptuna! W Trójmieście już zaobserwowano podnoszenie się poziomu wód gruntowych, a będą jeszcze burze i trąby powietrzne - alarmuje raport, oczywiście przypadkowo opublikowany w okresie wyjątkowo upalnego w Europie lata. Zapomniano jedynie dodać, że gdy żyły dinozaury, nie było lodowców, na świecie panował klimat tropikalny, z temperaturą wyższą niż dziś o 10°C.
Kilka lat temu uczeni przestrzegali przed pustynnieniem wielu regionów. Teraz okazuje się, że Sahara znowu zaczyna się zielenić! Z analizy zdjęć satelitarnych wynika, że pustynia wycofuje się w tzw. pasie Sahelu, ciągnącym się od Senegalu, przez Mauretanię, po Somalię. Nie jest to jeszcze powrót wilgotnego klimatu, jaki występował w tym rejonie przed 5 tys. lat. Chris Reij z Free University w Amsterdamie uważa, że na razie można mówić o zatrzymaniu, a nawet odwróceniu pustynnienia w tym rejonie. Stopniowe zazielenianie się Sahary zaczęło się już w połowie lat 80., prawdopodobnie dzięki większym opadom deszczu w Afryce.

Ocean bez pradu
Coraz większą uwagę poświęca się słabnącym prądom oceanicznym, dzięki którym klimat Europy Północnej jest stosunkowo łagodny. Harry Bryden z Brytyjskiego Centrum Oceanograficznego w Southampton ostrzega, że zwolniły one tempo o 30 proc. Ten oceaniczny pas transmisyjny odgrywa ważną rolę, bo dostarcza ciepłą wodę na północ i odprowadza zimne wody północne. Prąd Zatokowy, czyli Golfsztrom, płynie od Zatoki Meksykańskiej, przez Atlantyk, do Europy i dalej wzdłuż brzegów Norwegii. Oddaje ciepło atmosferze, a ochłodzona woda staje się gęstsza i opada na dno. Następnie płynie prądem przydennym na półkulę południową. Po kilkuset latach wraz z prądami wstępującymi wypływa na powierzchnię i jest ogrzewana w tropikalnych rejonach Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego. Jak sugerują obliczenia, z prądem zimnym z północy na południe płynie dziś o 50 proc. mniej wody niż dawniej. Nie ma w tym jednak nic nadzwyczajnego. Przed 10 tys. lat stopnienie lodowców na obszarze Kanady spowodowało spłynięcie do północnego Atlantyku słodkiej wody, która po wymieszaniu z morską zmniejszyła jej gęstość i zatrzymała dopływ ciepłych wód do północnej Europy. W ciągu kilku, kilkudziesięciu lat temperatura obniżyła się w tym regionie o 5°C.
Klimat na ziemi nigdy nie był stały. Przed 55 mln lat na Morzu Arktycznym występował klimat subtropikalny! Średnia temperatura dochodziła do 20°C. Dr Stanisław Brud z Instytutu Nauk Geologicznych UJ i dr Grzegorz Worobec z Instytutu Botaniki PAN znaleęli w dolinie Wisły, w Witowie pod Krakowem, skamieniałe szczątki roślin tropikalnych sprzed 5-10 mln lat. U schyłku ostatniego zlodowacenia, przed 14 tys. lat, na ziemiach polskich porywisty wiatr wywiewał piasek. Wtedy panował już chłodny, suchy klimat i występowała jedynie karłowata tundra.
Zmiany klimatu wielokrotnie następowały gwałtownie. Długie epoki mrozów przerywane były krótkimi okresami ocieplenia i nic nie wskazuje na to, by cokolwiek miało się zmienić. Badania rdzenia lodowego z lądolodu na Grenlandii wykazały, że na tej wyspie w ciągu zaledwie kilku lat temperatura spadała nawet o 6°C. Po maksimum ostatniego zlodowacenia, 11,5 tys. lat temu, było odwrotnie - w ciągu dziesięciu lat temperatura wzrosła o 10°C! "Gdyby taki skok temperatur zdarzył się współcześnie, w Minneapolis i Moskwie zapanowałyby warunki zbliżone do tych w Atlancie i Madrycie" - twierdzi prof. Richard B. Alley na łamach "Scientific American".
Grenlandia była wtedy znacznie bogatsza w roślinność niż dzisiaj, dlatego wikingowie nazwali ją zieloną wyspą. Musieli ją opuścić w okresie ostatniego ochłodzenia, nazywanego małą epoką lodowcową. Podobne wolty klimatyczne następowały w innych regionach świata i często były z sobą powiązane. Wraz z ochłodzeniem na półkuli północnej pojawiały się susze w Indiach i Afryce Saharyjskiej. Przed 5 tys. lat niedobór opadów zamienił zieloną Saharę w pustynię.

Efekt lodowcowy
Uczeni przekonują, że łatwiej jest przewidzieć zmiany klimatu, niż prognozować pogodę, bo w badaniach wychwytywane są stałe tendencje, a nie tylko wahania atmosferyczne. Nikomu jednak nie udało się jeszcze opracować wiarygodnych prognoz nagłych zmian klimatycznych. Oczywiście nie można wykluczyć występowania efektu cieplarnianego ani tego, że jakiś wpływ na to zjawisko ma działalność człowieka. Na tym też polega głównie argumentacja ekologów i klimatologów, którzy proponują światu nowy "zakład Pascala": dla własnego dobra załóżmy, że taka ewentualność jest możliwa. Równie dobrze możemy się jednak założyć, że czeka nas "efekt lodowcowy"!
Przed 2,7 mln lat gigantyczne opady śniegu zapoczątkowały tworzenie się lodowców na półkuli północnej. Przyczyną tych opadów nie było jednak ochłodzenie, lecz ocieplenie klimatu! Badania próbek osadów morskich z tego okresu, przeprowadzone przez Geralda Hauga z Instytutu Badań Klimatu w Poczdamie, wykazały, że gdy temperatura wzrosła, oceany zaczęły mocniej parować. Wilgotne powietrze przemieściło się nad ląd, doprowadzając zimą do obfitych opadów śniegu. Podobnie może być w naszych czasach. Tym bardziej że czeka nas kolejna epoka lodowcowa, być może już za 100-150 lat, jak prognozują niektórzy klimatolodzy. To dopiero byłoby wyzwanie dla ludzkości!

MIT EFEKTU CIEPLARNIANEGO
Straszenie zanikaniem lodowców jest przesadą. Stopnienie całej pokrywy lodowej na Antarktydzie musiałoby potrwać 15 tys. lat. Nie ma jednoznacznych dowodów na to, że główną przyczyną ocieplania się klimatu jest wzrost stężenia dwutlenku węgla w atmosferze. Jeśli nawet tak jest, to nie wiadomo, w jakim stopniu przyczynia się do tego działalność człowieka. W obliczeniach dotyczących efektu cieplarnianego nie uwzględnia się skutków wybuchów wulkanów i pożarów lasów. Według specjalistów uniwersytetu Arizona, w latach 80. zasięg i częstotliwość pożarów zwiększyły się aż czterokrotnie. Z kolei wulkany emitują prawie tyle samo CO2 co ludzkość. Do powstania efektu cieplarnianego może się przyczyniać para wodna z mórz i oceanów. Chmury i igiełki lodu w powietrzu mogą jednak zarówno absorbować promieniowanie cieplne unoszące się z powierzchni ziemi, jak i odbijać zmierzające w jej kierunku promieniowanie słoneczne, co z kolei osłabia efekt cieplarniany.
Więcej możesz przeczytać w 32/2006 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1

Czytaj także